Odkąd
sięgał pamięcią zawsze zazdrościł Potterowi przyjaciół. Właściwie to, gdy tylko
widział roześmianą grupę na korytarzu Hogwartu, coś ściskało go w brzuchu. Nie
mógł sobie pozwolić na bliską relację z kimkolwiek, zwłaszcza w ostatnich
latach jego nauki w szkole. To było zbyt niebezpieczne. Z tego względu miał
dwóch znajomych, jeśli można ich w ogóle tak nazwać, czyli Nott’a i Zabiniego.
Po śmierci Crabbe’a nie utrzymywał kontaktu z Goylem, który chyba nawet nie
wracał do Hogwartu. Tych dwoje bardziej robiło za jego lokajów niż kolegów.
Chciałby żeby było inaczej, chciał mieć z kim spędzać czas, porozmawiać, ale
obawiał się, że jego wyniosła postawa w stosunku do innych zbyt mocno dawała
się we znaki. Mimo to, zaskoczony obecnością Zabiniego w przedziale,
zastanawiał się czy nie było wolnego miejsca gdzie indziej, czy chłopakowi nie
przeszkadzała obecność byłego Śmierciożercy. Blaise gardził – może nie aż w
takim stopniu jak on, ale jednak - mugolakami i zdrajcami krwi, ale Draco nie
miał pojęcia czy po wojnie jego poglądy się zmieniły. W każdym bądź razie,
Zabini nigdy nie dołączył do szeregów Voldemorta.
Od
przemyśleń oderwało go zamieszanie na korytarzu, prawdopodobnie całkiem blisko
przedziału, w którym przebywał. Wymienili z Zabinim zaskoczone spojrzenia, a
gdy głosy się nasiliły chłopak wstał i wyjrzał za drzwi przedziału. Draco wolał
nie pokazywać się innym uczniom i zaszyć się w przedziale przez całą podróż,
ale jego ciekawość wzrosła, gdy Blaise spojrzał na niego zdezorientowany, a
potem wyszedł. Malfoy chcąc nie chcąc ruszył za nim, a gdy ujrzał powód
zamieszania, jego oczy rozszerzyły się nieznacznie. Otworzył lekko usta i
wymienił z Zabinim spojrzenia. Ostatnią rzeczą, którą spodziewał się zobaczyć,
to Hermiona Granger, praktycznie zwisająca za oknem pociągu i szarpiąca się z
własną walizką – Draco wywnioskował to z krzyków dziewczyny „Cholerny kufer się
zaklinował!” i coś w stylu „Ja pies w dole”, ale do tego drugiego miał
wątpliwości, ponieważ jej słowa zagłuszał świstający za oknem wiatr i
przerażone krzyki Ginny Wesley. Ona z kolei trzymała koleżankę za kostki,
starając się nie dopuścić do tego, aby Granger wylądowała na torach.
-
Hermiona, błagam Cię! Ne wiem jak długo dam radę! – krzyczała rozpaczliwie
Ginny, zaciskając dłonie coraz mocniej na nogach Hermiony. Ta z kolei usilnie
walczyła z bagażem, co znacznie utrudniały jej rozwiane włosy, szargane przez
wiatr we wszystkie strony świata. Gdyby nie posiadała w tej walizce wszystkich
podręczników, połowy swojej szafy, a co najważniejsze pierwszego wydania
Historii Hogwartu, może zrezygnowałaby z całej zawartości, ale przecież nie
mogła spędzić roku w szkole bez niezbędnych przedmiotów! Tak więc nadal wisiała
głową w dół, pokładając nadzieję w Ginny, że ta nie dopuści, aby została
rozjechana przez pędzący Express Hogwart.
Tej
niecodziennej sytuacji przyglądała się dwójka Ślizgonów, którzy oniemieli przez
moment, a potem spojrzeli na siebie rozbawieni. Po chwili dostrzegła ich
Weasley i resztkami sił warknęła:
-
No i co tak stoicie? Może byście pomogli? – a potem, jak gdyby zdała sobie
sprawę do kogo mówi, dodała: - Ach, no tak. Zapomniałam, że to wy.
Draco
nie wiedział, czy słowa dziewczyny również jego koledze wwierciły się wewnątrz
i mocno zacisnęły na żołądku. Niedobrze mu się zrobiło, gdy zdał sobie sprawę
co to „wy” tak naprawdę oznaczało.
Śmierciożerców, najgorsze karaluchy, które najlepiej zdeptać od razu, zanim
zarażą innych swoim fanatyzmem. Był przygotowany na taką sytuację i przez
moment miał zamiar odejść, zostawić je samym sobie – tak był wściekły. Ale
potem sobie uświadomił, że przecież wtedy pokaże Gryfonce, że to co mówiła
wcale nie mijało się z prawdą.
-
Ginny, z kim ty rozmawiasz?! Chyba trochę się poruszył! Jeszcze chwila! – darła
się Granger, a dziewczyna na te słowa lekko pobladła.
-
Chyba trochę się poruszył? Czy ty
sobie kpisz?! – rudowłosa wychyliła się lekko, chcąc zobaczyć owe postępy, ale
nie przewidziała, że tym samym poluzuje lekko uścisk na nogach Hermiony.
Młody
Malfoy sam dokładnie nie wiedział, kiedy i jak Zabini znalazł się obok okna. W
jednej chwili stał i obserwował całą tę sytuację, a w drugiej trzymał za nogę
Granger, która pisnęła, gdy jej ciało osunęło się w dół. Mało brakowało, a
wylądowałaby na ziemi. Ginny natomiast przerażona, do czego omal nie dopuściła,
stała nieruchomo do czasu, gdy Zabini się odezwał.
-
No i co tak stoisz, Wesley? Może byś pomogła? – na te słowa jej wzrok skierował
się na niego, a ku jej zdumieniu, zamiast zobaczyć pogardliwy wyraz twarzy,
Blaise posłał jej lekki uśmiech.
Cała
sytuacja byłaby dla obydwu chłopaków jeszcze odrobinę zabawna, gdyby nie
ujrzeli słupa sygnalizacji świetlnej, do którego pociąg zbliżał się z zawrotną
prędkością. Malfoy rzucił okiem na Zabiniego, który lekko pobladł – on też zdał
sobie sprawę, że jeśli szybko nie wciągną brązowowłosej z powrotem do środka, z
głowy Hermiony zostanie naleśnik. Z intensywnie czerwonym syropem. W pewnym
momencie Granger chyba także to zrozumiała, bo zastygła bez ruchu, przestając się
wierzgać i szarpać walizkę.
-
O żesz ja pier… - zaczął Blaise niezwykle trafną sentencję, wpatrując się w
stronę feralnego słupa jak spetryfikowany, ale Draco zachowując zimną krew,
powiedział szybko:
-
Zabini, wciągnij Granger, a ja spróbuję wydostać ten pieprzony kufer! – natychmiast
ocenił sytuację i doszedł do wniosku, że Gryfonka ma za mało siły, aby wydostać
walizkę, ale on miał. Dlatego, gdy Weasley przez chwilę szarpała się z
Blaise’m, niepewna jego zamiarów, on wychylił się przez okno obok zwisającej
dziewczyny. Ta spojrzała w bok i jej oczy rozszerzyły się w zdumieniu. Zanim
dał jej dojść do słowa, chwycił rączkę walizki jedną ręką, mówiąc:
-
Nie dyskutuj teraz Granger i posłuchaj! Blaise z Weasley cię wciągną do środka,
a ja zajmę się tym, dobra?! – ledwo sam słyszał swoje słowa, z powodu
szalejącego wiatru i hałasu pociągu, ale ulżyło mu, gdy Hermiona kiwnęła głową na
znak, że zrozumiała. Puściła bagaż, a w tym czasie Zabini wciągnął Granger. Draco,
któremu widok niemal całkowicie przysłoniły włosy, z przerażeniem stwierdził,
że musi się spieszyć, w innym wypadku to z jego głowy zostanie kleks. Kółka
walizki zahaczyły o jeden z prętów, łączących wagony i gdy już myślał, że nie
da rady, jednym mocnym szarpnięciem wciągnął nieszczęsną własność Hermiony, a
walizka przeleciała mu nad głową, wybijając szybę z okna. Odłamki szkła
posypały się dookoła, a z kilku pobliskich przedziałów wyłoniły się głowy
kilkunastu zaciekawionych uczniów. Draco odrzucony siłą, wylądował na podłodze
i cały pokryty był w ostrych resztkach okna. Wstał szybko i otrzepał się z
odłamków. Całe szczęście, że znajdowali się w rejonie przedziałów, które
zajmowali prawie tylko Ślizgoni, bo uczniowie Slytherinu nie mieli w naturze
donosicielstwo. A ciężko było wyjaśnić to całe zajście, sam nawet zastanawiał
się, jak na Salazara, walizka Granger mogła wylądować za oknem.
-
Na co się gapicie? – warknął Zabini w stronę ciekawskiego tłumu, a Hermiona
nadal lekko zdezorientowana poprawiła włosy, które po wisielczej jeździe
wyglądały jakby zaatakowało ją stado nietoperzy. Oszołomiona, próbowała
połączyć w całość wszystkie fakty i z niezadowoleniem stwierdziła, że musiała
podziękować obydwu chłopakom, bo gdyby nie oni, miałaby z głowy kolejny rok w
Hogwarcie i tak właściwie to całe życie. Kilka głów, pod wpływem głosu Blaise’a
zniknęło za drzwiami, jednak aby uniknąć afery, musieli jak najszybciej stamtąd
wiać. Malfoy, zrozumiawszy to dość prędko, bez namysłu chwycił jedną ręką
walizkę, a drugą Granger i pociągnął cały tobołek do ich przedziału. W ich
ślady poszli Zabini i ruda, którzy zdyszani wpadli za nimi i z ulgą opadli na
siedzenia.
-
Na Merlina, nigdy więcej nie pozwolę ci demonstrować nowych zaklęć, Ginny –
skwitowała Hermiona, która spojrzała najpierw na leżący po środku kufer, a
potem na jej wybawicieli. Nie mogła uwierzyć w co się wpakowała i miała
nadzieję, że żaden z nauczycieli akurat nie miał patrolu na korytarzu. Siedziała
naprzeciwko dwóch Ślizgonów i uzmysłowiła sobie także, że przecież zostawili
tam niezły bajzel, a każdy przechodzący prefekt czy profesor będzie chciał
znaleźć sprawców owego bałaganu.
Chwyciła różdżkę i gdy chciała wstawać,
odezwał się Zabini:
-
Już się tym zająłem, Granger. Gdyby ktoś przyszedł i się pytał, wypieramy się
czegokolwiek, a ty Granger widząc zamieszanie na korytarzu, przyszłaś się
zapytać czy nie mieliśmy z tym czegoś wspólnego, jasne? Ślizgoni nic nie
powiedzą, prawdopodobnie sami nie wierzyli, co właśnie zobaczyli.
Obie
dziewczyny wymieniły między sobą zdumione spojrzenia, jednak brązowowłosa
kiwnęła głową na znak zgody i z powrotem zajęła miejsce.
-
Dziękuję – powiedziała po chwili, ale patrzyła głównie na Malfoya, który nie
odezwał się ani słowem. Siedział z zamkniętymi oczami i myślał o tym, że omal z
jego głowy nie został naleśnik. Z powodu walizki Hermiony Granger. Dziwnie się
czuł w towarzystwie dwóch dziewczyn, zwłaszcza po całej sytuacji sprzed pięciu
minut. Siedzieli we czwórkę w jednym przedziale, a żadne z nich jeszcze się nie
obraziło. Niecodzienna sytuacja, biorąc pod uwagę wszystkie ich konfrontacje
przez minione lata. Ale cóż, tego dnia, nie była to jedyna dziwna rzecz, której
Draco doświadczył. „Właściwie to czemu
jej walizka wylądowała za oknem?” Draco zaczął się nad tym zastanawiać i
odważył się zapytać o to Gryfonki. Nie spodziewał się, że będą z nim normalnie
rozmawiać. W końcu nienawidzili się przez tyle lat.
-
Eeee, no cóż… - zaczęła Weasley, drapiąc się po głowie lekko skołowana. Malfoy
zauważył, że Zabini nie spuszczał jej z oczu. – Chciałam zademonstrować
Hermionie zaklęcie, które pokazał mi George w wakacje, ale… No, mogłam się
spodziewać, że to jakiś durne czary, nie wiem co mnie podkusiło. Tak więc
machnęłam różdżką, a walizka Hermiony wyleciała za okno. Nie pomyślałyśmy
nawet, żeby użyć zwykłego Accio, więc
durne poleciałyśmy za tym kufrem, Hermiona złapała za rączkę, ale siła zaklęcia
sprawiła, że trochę za mocno się wychyliła, ten durny kufer się zaklinował, no
i… próbowałam ją wciągnąć, a potem to już wiecie… - skończyła tłumaczyć tą
niefortunną sprawę, a po jej słowach nastała głucha cisza. Po chwili jednak
Blaise parsknął śmiechem, a z sekundy na sekundy jego śmiech się nasilał. Draco
zmusił się do lekkiego uśmiechu, a Hermiona z Ginny zaczęły chichotać.
-
Szkoda, że nie widziałyście jak to wyglądało – rzekł Zabini, gdy już trochę się
uspokoił. Weasley mruknęła, że sobie wyobraża, nadal wesoła, natomiast mina
Granger lekko spoważniała i chwytając walizkę powiedziała:
-
No cóż, bardzo wam dziękujemy za waszą pomoc, ale myślę, że musimy wracać do
przedziału – nie spojrzała ani na jednego, ani na drugiego, a Ginny szybko się
zreflektowała i z jej twarzy również zniknął uśmiech.
-
Tak, myślę, że czas już na nas – dodała Weasley, a dwójka Ślizgonów kiwnęła
tylko głową i po chwili zostali już sami.
Na
całe szczęście nikt nie dociekał powodu tego całego zamieszania, więc reszta
podróży minęła im w spokoju, a Zabini nawet wciągnął Malfoya w rozmowę o
zeszłych Mistrzostwach Quidditcha. Blondyn cieszył się, że przynajmniej Blaise
z nim pogadał, bo tylko to odrywało go od myślenia o tym, dlaczego tak łatwo
przyszło mu pomaganie innym, a zwłaszcza Gryfonkom? I jakim cudem zdołał
zaryzykować życiem dla walizki Hermiony Granger?
Dotarli
do Hogwartu w ciemnościach, a towarzyszyła im szalejąca burza i gwałtowny
wiatr. Nad nimi wisiały granitowe chmury, z których jakby było mało, sączyły
się lodowate krople. Prawdopodobnie wszyscy odetchnęli z ulgą, gdy znaleźli się
już w grubych murach zamku, pełniących schronienie przed depresyjną pogodą.
Jedyne o czym byli w stanie myśleć, to ciepły posiłek i wygodne łóżko. Draco
również należał do tych osób i z krzywym uśmiechem stwierdził, że jego nastrój
odzwierciedlała pogoda na zewnątrz, jak i w wewnątrz. W Wielkiej Sali co jakiś
czas rozbrzmiewały grzmoty, które na kilka sekund zagłuszały ceremonię
przydziału. Ślizgon wpatrywał się tępo w swój talerz, czekając aż w końcu
pojawi się jakieś jedzenie. Nie dość, że nawet pierwszoroczniacy go wytykali
palcami i mamrotali coś o „niewolnictwie w szeregach Śmieciożerców” jakkolwiek
miałoby się to odnosić do jego osoby – to
w dodatku był zmarznięty, zmęczony i głodny, a ta głupia czapka
plotkowała z jakimś blondaskiem, którego ostatecznie przydzieliła do
Hufflepuff’u. Chcąc nie chcąc odprowadził wzrokiem nowego Puchona i zanim się
zorientował wpatrywał się w stół Gryffindoru. Gdy jego spojrzenie zawędrowało
niebezpiecznie blisko Wielkiej Trójcy, z ulgą stwierdził, że ceremonia się
skończyła i mógł coś zjeść.
-
Hej, Malfoy, nie wiesz co to za facet obok Hagrida? – usłyszał cichy głos
Blaise’a. Od niechcenia spojrzał w tamtą stronę, a jego wzrok zatrzymał się na
starszym profesorze, który ku jego zdumieniu, również się w niego wpatrywał.
Miał strasznie niebieskie, przenikliwe oczy, przez co Draco poczuł się na
chwilę nieswojo. Odchrząknął i odwrócił się w stronę kolegi, rzucając krótkie
„nie wiem”. Blaise wzruszył ramionami i kontynuował posiłek, a Malfoy poszedł w
jego ślady, choć przez resztę kolacji czuł na plecach czyjś palący wzrok.